Hotelarstwo
Dzisiaj jest: Piątek, 17 Listopad 2017, imieniny Grzegorza i Salomei
Szukaj w serwisie:    

Teraz MY, czyli Polska Izba Noclegowa   2010-02-00

Od pierwszych kontaktów z branżą hotelarską przyglądam się związanym z nią organizacjom. Przyglądam się i z ciekawości, i z powodów zawodowych, bo obserwowanie, dociekanie i analizowanie, to znaczna część mojej profesji. Przyglądając się po raz pierwszy branży noclegowej odniosłem wrażenie, że skoro działa kilka organizacji, to branża musi być prężna. Branża okazała się prężna, ale organizacje już niekoniecznie. Przynajmniej nie wszystkie. Było wówczas Polskie Zrzeszenie Hoteli, była Izba Gospodarcza PZH, Polska Izba Hotelarstwa, Małopolska Izba Hotelarska „Gremium”, Polskie Stowarzyszenie Hotelarstwa i Turystyki oraz Stowarzyszenie Zarządców Obiektów Rekreacyjno-Turystycznych. Dziś PZH jest, a raczej było, a może jest nadal - bo już się w tym do końca nie rozeznaję - w stanie agonii. Cud tylko może sprawić, że się odrodzi. IG PZH przeobraziła się w Izbę Gospodarczą Hotelarstwa Polskiego i – mimo wielu niedostatków  - wydaje się jedyną organizacją pretendującą do miana reprezentującej polskie hotelarstwo. Dlaczego mam wątpliwości wyrażone słowem „pretendującą”? Dlatego, że skupione w niej obiekty, to zaledwie 6,66 proc. funkcjonujących w Polsce skategoryzowanych hoteli i ok. 10,7 proc. miejsc noclegowych w tych hotelach. Zaś skategoryzowane hotele to – biorąc pod uwagę liczbę miejsc noclegowych w Polsce – ledwie piąta część całego rynku noclegowego. PSHiT już niemal połączyło się z „upadłym” PZH, lecz do „fuzji” nie doszło, gdyż w styczniu tego roku PSHiT po prostu się rozwiązało. SZORT rzeczywiście wydaje się „za krótki”, ale jest stowarzyszeniem i nigdy nie słyszałem, by sobie coś uzurpował. W praktyce, tak jak IGHP reprezentuje przede wszystkim hotele sieciowe, co wynika chociażby z przestudiowania listy członków, tak SZORT poprzez członków rzeczywistych i wspierających jest też reprezentantem sieci, tyle tylko, że obiektów wypoczynkowych. Krakowskie „Gremium” jest czymś bardziej w rodzaju klubu, niż izby gospodarczej, ale w przeciwieństwie do pozostałych izb wydaje się reprezentatywne dla krakowskich hoteli skupiając ok. 20 proc. obiektów w tym mieście. Co więcej, udaje mu się integrować  tę część środowiska i organizować ją wokół własnych interesów. A to jest przecież zadaniem izb gospodarczych: jednoczyć się w imię obrony i rozwijania interesów. Pozostaje jeszcze PIH, który to skrót jakiś dowcipniś rozwinął kiedyś jako: Prywatna Izba Hotelarska. Próbowałem zweryfikować żart pamiętając, że kiedyś na stronie internetowej była lista członków licząca coś koło 100 pozycji. I co? Na początku lutego na stronie PIH znalazłem zarząd, organy, statut. Nie znalazłem tylko członków. Czyżby naprawdę nikt nie dał się zrobić członkiem? No i co wynika z tego szybkiego przeglądu organizacji? Ano, nic. Tylko tak sobie myślę… Bo gdyby wszystkie te organizacje utworzyły jedną, to nowy twór już na stracie pozbawiłyby się słabości każdej z nich, jaką jest niewielka liczba członków. Tylko jaka jest gwarancja, że przejąłby najsilniejsze strony każdej z nich, a nie przejął wad? Żadna. Rodzi się też inne pytanie: czy hotelarzom, czy też rynkowi hotelarskiemu w ogóle potrzebna jest jakaś organizacja reprezentująca interesy branży, czy środowiska? Skoro takowej nie ma, to znaczy, że nie. Gdzie zatem odbywa się artykułowanie i realizacja interesów hotelarzy? Na poziomie lokalnym, w LOT-ach i ROT-ach. A jeśli ktoś nie wierzy, to niech przejrzy listy członków tych organizacji. Należą do nich zarówno gospodarstwa agroturystyczne, jak i hotele sieciowe, z obiektami Orbisu włącznie. Dlaczego? Dlatego, że LOT-y i ROT-y jednoczą wszystkie podmioty – nie tylko hotele, ale biura podróży, samorządy, gestorów atrakcji turystycznych – które we wspólnym działaniu na rzecz najbliższego otoczenia widzą swój interes. Być może kiedyś, z połączenia „sekcji” noclegowych regionalnych i lokalnych organizacji turystycznych wypączkują większe ponadregionalne związki, czy nawet organizacja ogólnopolska. Jeśli tak, to powstanie ona w sposób spontaniczny, a nie zakładana odgórnie przez kilka osób. Powstanie jednakże pod warunkiem, że zatomizowane hotele i rozsiani po Polsce hotelarze, uznają, że jest coś co ich jednoczy i jest to właśnie Wspólny Interes. Póki jednak takiego nie ma, hotelarze muszą zdać się na istniejące już organizacje lub na – ewentualnie - PIN. Gwarantuję, że nie ma w tym żadnego ryzyka, nie trzeba płacić składek, a rezultat ewentualnej interwencji z powołaniem się to, że: „jestem z Polskiej Izby Noclegowej”  w urzędzie lub przy załatwianiu interesów , jest taki sam, jak przy członkostwie w jakiejś organizacji:  czyli fifty-fifty. Na jednych urzędnikach, czy menedżerach PIN zrobi wrażenie, na innych nie. A co ważniejsze, powołując się na PIN, żaden hotelarz, właściciel ośrodka wypoczynkowego, czy kwatery nie dokonuje nadużycia. Mówi prawdę, którą przy maksimum złej woli można uznać za autoprotekcję, ale – póki co - nie jest ona karalna. Mówi prawdę, bo każdy hotelarz, właściciel pensjonatu, czy kwatery dysponuje przecież własną polską izbą noclegową.
Andrzej Szafrański
© 2009-2017 Hotelarstwo. Istnieje od wieków.
Projekt & cms: www.zstudio.pl
Newsletter: