Hotelarstwo
Dzisiaj jest: Środa, 20 Wrzesień 2017, imieniny Filipiny i Eustachego
Szukaj w serwisie:    

Historyjki bardzo medialne  2009-11-00

Media masowe zazwyczaj narzekają, że z polskim hotelarstwem jest źle. Że hoteli mało, że nie starczy miejsc na EURO 2012, że drogo, a poza tym chamstwo, bród, smród i ubóstwo.
Idealnie to może i w branży noclegowej nie jest. Ale czy w jakiejkolwiek innej branży w Polsce czy na świecie jest idealnie ? Ja tam nie uważam, by było aż tak źle i wszelkim medialnym manipulacjom jestem w stanie dać odpór. Nie wierzycie ?
W połowie lata zgłosił się do mnie dziennikarz z Bardzo Dużego Dziennika, pytając, czy nie byłbym skłonny do współpracy przy pisaniu dużego tekstu o Euro 2012. Przed podjęciem decyzji chciałem poznać szczegóły i wdałem się w krótką rozmowę. Skończyła się szybciej niż zaczęła. O co poszło ? Otóż gdy doszliśmy do kwestii miejsc noclegowych dla kibiców, dziennikarz stwierdził, że „w redakcji mamy taką tezę, że miejsc nie starczy”, więc nic innego z materiału wynikać nie może. Ponieważ od początku całej afery z brakiem miejsc, czyli od maja 2007 r. uważam, że miejsc dla kibiców starczy, więc nie wziąłem udziału w tworzeniu owego materiału. Nie wiem nawet, czy powstał. Powstał natomiast inny materiał, w którym również nie wziąłem udziału. Pewnego, również letniego dnia zadzwonił dziennikarz z redakcji biznesowej „całodobowej” stacji telewizyjnej mówiąc, że kręci materiał o rynku hoteli condo i czy wystąpiłbym w tym programie. Pewnie mam też jakieś informacje na ten temat, więc czy mógłbym mu je „podrzucić”. Informacji za dużo nie miałem, bo nie jest to tak duża część polskiego rynku noclegowego, żeby to co mam w głowie na ten temat nie wystarczyło. Opisałem, co wiedziałem, jako załączniki dodałem to, co znalazłem w Internecie i podrzuciłem mu mailem z komentarzem: „Na to, co podrzucam w załącznikach proszę spojrzeć krytycznym okiem, bo część to przekaz zbliżony do promocyjnego. Np. firma (…) ma – moim zdaniem – interes w głoszeniu opinii, że jest to super rynek i super inwestycja.” I co ? Chłopak program „skręcił”, materiał poszedł na wizję i widzowie mogli usłyszeć, jaki to jest dobry biznes. A ja? Ja nie „poszedłem”, bo nie pasowałem do tezy przyjętej przez dziennikarza.
Innym razem już „poszedłem” w Internecie, ale mnie zaraz zdjęto. Czyli z czystym sumieniem mogę się teraz nazywać półkownikiem (?). Zupełnie jak te niewygodne filmy, które za socjalizmu nie były wpuszczane na ekrany. Gdy latem ukończyliśmy Raport Instytutu Hotelarstwa o inwestycjach, przez media przetoczyły się zawarte w nim informacje. Tak się złożyło, że jedną z nich, powtórzoną bodaj za Polską Agencją Prasową, czy „Rzeczpospolitą”, opublikowano na portalu mojej starej redakcji, czyli „Hotelarza”. Po dwóch dniach informacja została jednak usunięta. Znając kulisy sprawy uśmiechnąłem się smutno. Pomyślałem, że chłopak, który o tym zdecydował, musiał już do końca zatracić poczucie realizmu przypuszczając, że informacje podawane (lub nie) przez tytuł, z którym współpracuje jako specjalista od marketingu, mają moc sprawczą równą co najmniej potędze dementi agencji TASS w najlepszych czasach Związku Radzieckiego. I pomyślałem, że by usunąć niewygodną mu z jakiejś przyczyny informację ze wszystkich mediów, musiałby pewnie zrobić mniej więcej to, o co niektórzy niesłusznie posądzają spragnionego rozgłosu Herostratesa, a co uczynił ponoć kalif Omar. W celu usunięcia ze świata idei spisanych przez niewiernych kazał on spalić bibliotekę aleksandryjską. Tylko że Omar, mając do czynienia jedynie z książkami, czyli mediami drukowanymi, stał przed nieporównanie łatwiejszym zadaniem. Co ma począć dzisiejszy piroman, gdy ma do czynienia z Internetem ?
Żeby nie wyszło, że wszyscy manipulują, a ja niby święty taki jestem, to bijąc się w pierś oświadczam: też mi się zdarza. Na początku pracy dziennikarskiej, gdy byłem reporterem w jednej z regionalnych stacji telewizyjnych, zafrapował mnie problem coraz liczniej kwitnących przy uczęszczanych drogach tzw. tirówek. Postanowiłem zrobić o tym materiał. Łatwiej pomyśleć niż wykonać. „Tirówki”, i owszem, okazały się chętne do zwierzeń, ale nie do zwierzeń przed kamerą. Ostatecznie bohaterki mojego reportażu wypowiedziały się w telewizji tylko z offu, czyli spoza kadru. A co było na wizji ? Role „przydrożnych kobiet w pracy” odegrały zaprzyjaźnione modelki, a w tira wcielił się wyprodukowany w NRD poczciwy telewizyjny mikrobus marki robur.
Kilka lat temu zadzwoniła do mnie rzeczniczka prasowa jednego z dużych hoteli. – Panie Andrzeju, mamy taki jubileusz, szef dostał nagrodę od sieci, może by Pan coś na ten temat napisał ? Tak mało o nas piszecie. Odpowiedziałem, że się zastanowię, bo o jubileuszu i sam już pisałem, i kipiały nim inne media branżowe. Jeszcze nie skończyłem się zastanawiać, gdy z pomocą przyszedł mi los. W owym hotelu zdarzył się wypadek. Wiedziony przekorą zadzwoniłem do rzeczniczki natarczywie domagając się informacji i powtarzając, że wydarzenie jest super i mam materiał na krwawą okładkę, że miesięcznik branżowy będzie się sprzedawał jak co najmniej „Super Express”. I co? Rzeczniczka odłożyła słuchawkę i nie podniosła jej już nigdy więcej. Przynajmniej wtedy, kiedy ja do niej dzwoniłem.
Andrzej Szafrański
Szprechrura, czyli rura do mówienia, mówiąca rura lub szczekaczka. W rzeczywistości jest to tuba głosowa - urządzenie o kształcie stożkowatej rury wyposażonej w ustnik, które służy do wzmacniania głosu. Obecnie wyparte przez megafon.
© 2009-2017 Hotelarstwo. Istnieje od wieków.
Projekt & cms: www.zstudio.pl
Newsletter: