Hotelarstwo
Dzisiaj jest: Sobota, 20 Kwiecień 2019, imieniny Czesława i Agnieszki
Szukaj w serwisie:    

Tworzysz hotel? Pomyśl komu zawierzasz.

Powierzysz oszczędności życia przypadkowej osobie, bo obieca je pomnożyć? I zapewni Cię, że jest ekspertem od pomnażania? A swoje zdrowie komuś, kto powie o sobie: jestem lekarzem? A może swoje dzieci wyślesz na wycieczkę z obcym facetem. Bo powie, że jest opiekunem? Nie?
To czemu los kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu milionów złotych powierzasz komuś, kto określa się mianem: hotelarz?

W każdej branży są początkujący, adepci, przeciętni, ponad przeciętni, doświadczeni i eksperci. Operacji na otwartym sercu nie wykonuje panienka od 2 lat praktykująca w szpitalu, będąca w trakcie studiów. Pracy anestezjologa nie wykonuje przypadkowa osoba, która w harcerstwie pracowała w szpitalu polowym na obozie. Konstrukcji kilkunastopiętrowego wieżowca nie projektuje student politechniki czy inżynier od kanalizacji, tylko doświadczony w budownictwie wysokościowym inżynier- konstruktor. 
Przykłady można mnożyć. 

Kto pilotuje jako kapitan największe pasażerskie odrzutowce świata: Airbusy czy Boeingi? Te zabierające po 400-500 pasażerów? Piloci umiejący pilotować awionetki lub samoloty do oprysków rolniczych? Piloci myśliwców? A może piloci śmigłowców szturmowych, czy ciężkich śmigłowców transportowych? Albo dwudziestoparoletni młodzieńcy?
Nie, nie, nie. Nawet jeśli ktoś ma licencję pilota samolotów pasażerskich - to jeszcze daleko mu do latania. By pilotować dany samolot pasażerski trzeba mieć na niego uprawnienia. Na konkretny typ samolotu. Jeśli ktoś ma uprawnienia do latania dużymi Airbusami, to nie może pilotować Embraera. 

By zostać kapitanem samolotu pasażerskiego trzeba mieć wieloletnie doświadczenie w lotnictwie i ogromny tzw. nalot ogólny, czyli liczbę wylatanych godzin. Minimum to 1.500 godzin, ale w wielu liniach te minima to 3.000 lub nawet 5.000 godzin. 
Pilot pilotowi nie równy. Każdy to przyzna i nie ma co do tego wątpliwości.

Dlaczego więc wciąż niektórzy myślą, że hotelarz to hotelarz?
 
Miewam niekiedy wrażenie, że śnię zły sen. Zły sen inwestora ...
 
Przykład 1
Małżeństwo przygotowuje się do budowy czterogwiazdkowego hotelu. Ponad 90 pokoi, sale konferencyjno-bankietowe, basen. Inwestycja na ponad 30 milionów złotych, częściowo kredytowana przez bank.
Całość w pięknym parku starych drzew, obok dużej atrakcji turystycznej na skalę europejską. W jednym z miast powiatowych, będących rozpoznawalną marką samą-w-sobie, ale z uwagi na bliskość dużego miasta wojewódzkiego traktowanego jako: 'na jednodniową wycieczkę, bez noclegu'. Potencjał jest więc olbrzymi, ale rynek trudny bo konkurencja dużego miasta jest silna. Inwestycja wymaga więc wyjątkowo wnikliwego przemyślenia i przemyślanego zaprojektowania oraz precyzyjnego skalkulowania funkcji hotelu - wynikających ze znajomości potrzeb potencjalnych klientów. 

Spotykam się z inwestorami, rozmawiamy.
I w trakcie rozmowy z ich ust padają kontrowersyjne pomysły i propozycje. Pytam o źródło inspiracji. W odpowiedzi słyszę: 'doradza nam lokalny hotelarz'. Z ciekawości pytam kto taki. Okazuje się, że kilka kilometrów pod ich miastem jest nieskategoryzowany zajazd. Typowa przydrożna gastronomia z noclegami. Kieruje zajazdem osoba najęta przez właściciela zajazdu, która w ostatnich miesiącach poprawiła jakość jedzenia i obsługi w restauracji, co miejscowi sobie cenią. 
I oto rozsądni ludzie, którzy mają duże, świetnie prosperujące przedsiębiorstwo, a którzy zaczęli wydawać ponad 30 milionów złotych na niełatwy projekt hotelarski, są skłonni zawierzyć osobie, której całe doświadczenie hotelarskie - to przydrożny zajazd z restauracją i pokojami gościnnymi.
Będą budowali czterogwiazdkowy hotel, rozmawiamy o międzynarodowych markach i nagle doradcą okazuje się 'pan z zajazdu'. Gotów wręcz na 3 lata się z nimi związać i im hotel 'wyprowadzić'. A oni są temu rozwiązaniu poważnie radzi. Bo przecież: 'hotelarz to hotelarz'.
'Hotelarz z zajazdu' - doradza jak sam umie. Nie ma co przytaczać jego światłych rad.

Ale najbardziej zdumiewające jest to, że dla części inwestorów: hotelarz to hotelarz.
W jednym szeregu więc stoją:
  • prowincjonalny kierownik przydrożnego zajazdu z pokojami gościnnymi;
  • 'córka znajomych, która od 2 lat pracuje w dwugwiazdkowym hotelu na recepcji, ale i jako kelnerka też i studiuje zaocznie hotelarstwo';
  • osoba, który otworzyła w Polsce kilkanaście hoteli, doradzała w kolejnych ponad stu i przepracowała kilkanaście lat jako dyrektor różnych hoteli lub prezes spółek hotelowych. A doświadczenie ma i polskie i europejskie. 


Przykład 2
Inwestorzy budują hotel. Mąż buduje, rządzi żona. Budynek w stanie developerskim, więc 'najwyższa pora zatrudnić hotelarza, bo za pół roku otwarcie'. Przyjeżdżam na budowę. Architekt wykonał dobrą pracę, budynek ładny. Z funkcjonalnością gorzej, ale to wciąż ułomność wielu polskich architektów - nie znają się na projektowaniu obiektów hotelowych a projektują: pecunia non olet. 
W trakcie inspekcji budynku pokazuję i tłumaczę: co jest źle i dlaczego, podpowiadam jak rzecz uratować. Pokazuję wyłącznie rzeczy, które są jeszcze do uratowania, choć wymagają poniesienia dodatkowych kosztów.
Pani oburzona, bo jej ten projekt konsultował hotelarz. Nienachalnie dopytuję o szczegóły. 'Hotelarz' okazuje się być wykładowcą katedry turystki w powiatowej filii lokalnej wyższej uczelni, a kiedyś był kierownikiem recepcji w hotelu Orbisu w Poznaniu. Przez kilkanaście lat, ponad trzydzieści lat temu.
Pani decyduje się mnie zatrudnić, rozmowa schodzi na warunki finansowe. Po chwili jest oburzona kwotami, spodziewała się bowiem, że pracuję dla idei. W dodatku ona zapłaci po otwarciu hotelu, jak będzie zadowolona.
Uprzejmie żegnam się, szczerze życząc sukcesu. 
Pani informuje mnie, że nie ma sprawy, ona rozmawia jeszcze z innymi doradcami. Poza tym dziewczyna jej syna studiuje w Poznaniu hotelarstwo, więc w zasadzie to wystarczy.

Przykład 3
Po seminarium prowadzonym przeze mnie na targach branżowych podchodzi do mnie sympatyczna młoda kobieta. Dziękuje, gratuluje, podziwia. Miło. Poza tym stwierdza, że zainspirowana moim życiorysem też postanowiła zająć się doradztwem hotelarskim. Wyjmuje tablet i pokazuje swoją stronę w internecie.

Dobra domena, wpadający w ucho i budujący zaufanie adres, świetnie zrobiona strona. Ma się wrażenie oglądania strony dużej firmy konsultingowej, zwłaszcza że wszędzie odmieniane jest słowo 'zespół' choć nigdzie nie ma ani jednego nazwiska. 
Z ciekawości, zaraz po pogratulowaniu 'koleżance po fachu' wyboru tego czym chce się zajmować, pytam o jej doświadczenie i praktykę.
I co się okazuje? Przez dwa lata pracowała w Ibisie w Szczecinie w recepcji, pomaga mamie
która ma mały, nieskategoryzowany 'pensjonat' w Świnoujściu oraz pomagała w otwarciu dużego pensjonatu w centrum Świnoujścia. I już.
To wszystko, całe jej doświadczenie hotelarskie.

Na hotelarstwie zna się każdy
'Basenu nie robimy, bo to potem tylko koszty są' - tego typu pewniki o basenie, klubie hotelowym, SPA, barze, liczbie pokoi - słyszę przy niejednej inwestycji. Gdy pytam o szczegóły tej wiedzy, moi rozmówcy powołują się na rozmowy z wykonawcami, znanym im hotelarzem albo powszechne przekonanie. Gdy dopytuję ile ich znajomego kosztuje basen - nie wiedzą: 'on sam nie wie, ale mówił że drogo'.
Co to znaczy drogo? Dla kogo drogo? Ile będzie tracił hotel nie mając basenu? Czy 2 tys. złotych za energię do ogrzania i wentylacji basenu miesięcznie to dużo? Przecież to zależy. Jeżeli za pozostałą energię hotel będzie płacił ponad 30 tys. zł miesięcznie - to niedrogo. Jeśli 5 tys. złotych - to warto się zastanowić nad basenem, ale nie skreślać go z góry, nie analizując co hotel traci wraz z nieposiadaniem basenu. 

Podziwiam wiarę, bo przecież nie lekkomyślność? 
Skąd bierze się to wiara inwestorów, że każdy ko otarł się o pracę w hotelarstwie to 'hotelarz'? Dlaczego są skłonni ryzykować własny majątek i kredyt idący w miliony złotych, wierząc że architekt zna się na hotelarstwie, podobnie jak pan prowadzący przydrożny zajazd z pokojami lub studentka hotelarstwa?

Doradcę trzeba dobierać według klucza: szukam osoby mającej praktykę i doświadczenie w tym obszarze hotelarstwa, w którym zamierzam zainwestować.
Planujesz zajazd z pokojami przy drodze? Szukaj kogoś kto taki zajazd prowadzi lub niedawno prowadził. Planujesz hotel wypoczynkowy? Trzygwiazdkowy? W górach? Szukaj hotelarza, który ma w swoim dorobku co najmniej kilka takich obiektów w różnych górach. Który je otwierał i prowadził przez kilka sezonów.
Hotelarz, który pracował lub pracuje w  hotelach biznesowych w centrach miast nie będzie dla ciebie dobrym doradcą, jeśli otwierasz hotel w górach. On pracuje i ma doświadczenia z zupełnie innego świata hotelarskiego. Różnice są tak duże, jak między super sportowym Ferrari a dostawczym Fordem. I to i to ma cztery koła i kierownice, ale na tym podobieństwa się kończą. 

Podobnie: jeśli planujesz ekonomiczny hotel 2* - nie słuchaj kogoś kto pracował w 4*, 5* hotelach SPA. On nie ma pojęcia o tym jak powinien wyglądać, jak działa i jak funkcjonuje hotel jaki planujesz.

To podobnie jak z kierowcami: czy osoba jeżdżąca samochodem osobowym wie, jak się jeździ TIR-em, jak się go prowadzi?
Ja sam przejeżdżam około 40-50 tys. kilometrów rocznie kilkoma różnymi samochodami. Nie umiałbym pewnie nie tylko ruszyć TIR-em, ale nie wiem czy umiałbym ów pojazd uruchomić bez podpowiedzi. A i z podpowiedziami - z posesji na drogę bym już pewnie nie wyjechał.
Nigdy nie jeździłem TIR-em. Nie umiem, nie mam doświadczenia. Nie biorę się więc za prowadzenie TIR i nikt rozsądny by mi kierowania TIR-em nie powierzył. Tak to jest.
Z hotelarzami jest tak samo. Jest hotelarz i hotelarz. Ważne by wybrać dobrze. Zwłaszcza gdy ma się przed sobą wydanie znacznej sumy, nie zawsze własnych pieniędzy.
 
Pytania?
Napisz: j.piasta@e-hotelarstwo.com
 
Tworzysz hotel? Pomyśl komu zawierzasz.
© 2009-2019 Hotelarstwo. Istnieje od wieków.
Projekt & cms: www.zstudio.pl