Hotelarstwo
Dzisiaj jest: Piątek, 17 Listopad 2017, imieniny Grzegorza i Salomei
Szukaj w serwisie:    

Franczyza. Dobrodziejstwo, czy zły sen.

W przypadku działalności hotelarskiej lub gastronomicznej w wielu krajach franczyza jest swego rodzaju normą. W Polsce od lat wiele się o niej mówi. Przede wszystkim, że to rozwiązanie przyszłościowe i już niedługo zacznie podbijać rynek. I co? Wprawdzie liczba obiektów noclegowych funkcjonujących we franczyzie wzrasta, jednak rynek obiektów rośnie szybciej. Zatem udział franczyzy relatywnie maleje.
Modelem zarządzania, który dominuje na naszym rynku noclegowym, jest prowadzenie obiektów przez te same podmioty, które są właścicielami budynków. O wiele mniej popularnymi formami zarządzania tak specyficzną nieruchomością, jaką jest obiekt noclegowy są modele:

  • właścicielem budynku hotelu jest podmiot, który prowadzi działalność noclegową w oparciu o umowę franczyzową,
  • właścicielem budynku jest podmiot, który na podstawie umowy o zarządzanie oddał prowadzenie działalności hotelarskiej innemu podmiotowi (sieci hotelarskiej).

W ojczyźnie światowej franczyzy hotelarskiej, za którą uznaje się Stany Zjednoczone, więcej niż trzy czwarte funkcjonujących na rynku hoteli zorganizowanych jest w mniejszych lub większych sieciach. Przy czym większość z nich prowadzona jest przez franczyzobiorców. Oznacza to, że mniej niż 25 proc. właścicieli obiektów hotelowych decyduje się na budowanie rynkowego bytu na własną rękę. A jak jest w Polsce? Nie ma szczegółowych danych na temat liczby franczyzowych obiektów hotelowych, ale na podstawie prostej obserwacji rynku można wnioskować, że udział obiektów prowadzonych na podstawie umów franczyzowych zawiera się między 1,5 a 2 proc. W każdym razie jeśli policzy się wszystkich dużych europejskich i północnoamery kańskich franczyzodawców i doda do nich wszystkich polskich pomysłodawców aspirujących do miana franczyzodawców hotelowych, to okaże się, że chętnych do podzielenia się franczyzą jest więcej, niż obiektów, które się na to zdecydowały. Polskim hotelarzom franczyza najczęściej kojarzy się wyłącznie z dodatkowymi kosztami z tytułu opłat licencyjnych i ograniczeniami swobody działalności związanymi z koniecznością działania według standardów franczyzodawcy.

Sytuacji nie poprawia bynajmniej fakt, że te z międzynarodowych sieci hoteli, które posiadają ofertę franczyzową, prowadzą w naszym kraju pojedyncze obiekty, z których najczęściej żaden nie jest franczyzowy. Inwestorzy nie mają zatem żadnego punktu odniesienia czy przykładu, któremu mogliby się przyjrzeć i skalkulować opłacalność takiego przedsięwzięcia.
Jeszcze gorzej prezentują się pierwsze krajowe sieci oferujących licencje franczyzowe hoteli. Zazwyczaj nie tylko nie posiadają w tym zakresie odpowiedniego przygotowania, ale nie posiadają również nawet jednego obiektu o ugruntowanej pozycji rynkowej, co jest przecież podstawowym wymogiem umożliwiającym rozwijanie franczyzy. Zrozumiałe jest zatem, że nie budzą one zaufania inwestorów. Najlepszym przykładem może być tutaj rozpropagowana w mediach sieć Ebi, która miała „wypłynąć” na popularności piłkarza oraz fali przygotowań do EURO 2012. Reprezentacja piłkarzy raczej nie odnosi sukcesów, gwiazda piłkarza zbladła, a o sieci franczyzowej zaginął wszelki słuch. W zestawieniu przedstawiamy oferty największych na świecie franczyzodawców hotelowych. Od kilku lat drążą one polski rynek, zagościć na dobre im się nie udaje. Podstawowym problemem jest brak przygotowania przez nie oferty skrojonej, bo uwzględniającej specyfikę i uwarunkowania rynkowe, specjalnie dla Polski. Nikt nie wie, ile jeszcze czasu upłynie, zanim to zrozumieją. Szkoda, bo ich wejście na rynek zdynamizowałoby rozwój franczyzy. Rodzime sieci hoteli oferujące licencje franczyzowe, chcąc zwiększyć ich sprzedaż, zostałyby zmuszone do dopracowania warunków współpracy i zastosowania ogólnie przyjętych norm i standardów prowadzenia sieci franczyzowych. Bo niestety, w obecnym kształcie, nie mają większych szans na pozyskanie inwestorów.
A dla kogo franczyza jest dobra? Dla tych inwestorów, którzy nie chcą rozwijać się pod własnym szyldem, którzy widzą w hotelarstwie mniej pasji, a chcą zobaczyć więcej pieniędzy, pojawiły się rozwiązania takie jak zarządzanie wybudowanym hotelem przez „markową” sieć lub franczyza hotelowa. To wprawdzie mniej radości z realizowania marzeń o „własnym” hotelu, ale mniejsze ryzyko porażki i większe bezpieczeństwo inwestycji i przyszłych choć mniejszych zysków. 

Andrzej Szafrański

W kolejnych materiałach z cyklu będziemy się starali pokazać wszelkie blaski i cienie prowadzenia
tego rodzaju biznesu.

© 2009-2017 Hotelarstwo. Istnieje od wieków.
Projekt & cms: www.zstudio.pl
Newsletter: