Hotelarstwo
Dzisiaj jest: Piątek, 24 Listopad 2017, imieniny Jana i Flory
Szukaj w serwisie:    

Śniadanie dla podróżnego

Polacy często podróżują służbowo. Wiele z tych podróży odbywa się samochodami i w dodatku rozpoczyna się „bardzo bladym” świtem. Wielu z rozpoczynających podróż nie zjada śniadania w miejscu, z którego wyrusza, czyli w domu lub hotelu, bo jest zbyt wcześnie. Wielu z nich zjadłoby śniadanie po drodze. Ile mają możliwości? Niewiele.

Ponieważ sam dużo podróżuję po Polsce i część z moich podróży rozpoczyna się – niestety – o czwartej, piątej rano, to mam okazję obserwować obyczaje śniadaniowe podróżujących rodaków. Gdzie można zjeść ciepłą strawę śniadaniową o ósmej rano, będąc np. menedżerem średniego szczebla w podróży służbowej samochodem? Na stacji paliw. Markowej stacji paliw. „Na” Orlenie, BP czy Statoil możemy za niecałe 4 złote zjeść smacznego hot doga. Doświadczenie pokazuje, że zestaw śniadaniowy na stacji paliw to dwa hot dogi i dobra kawa. Koszt zestawu? Około 16 złotych. Daje poczucie sytości i pozwala ruszać w dalszą drogę.
Są też bary otwarte 24 godziny na dobę. O siódmej rano, w śmierdzących żurkiem, czosnkiem, piwem, a przede wszystkim papierosami wnętrzach można dostać: żurek, szaszłyk, fasolkę po bretońsku, bigos, ale też jajecznicę. Kawę przemilczmy. Otwarty całą dobę przydrożny bar to wariant dla tych, którzy za jajecznicę i kawę zapłacą 10 złotych: jajecznica 6 zł, bułka świeża 1 zł, „kawa” 3 zł, cukier do kawy gratis. Zdarzają się także bary nieśmierdzące – co gwoli rzetelności – należy napisać.
W samo południe
Przydrożne restauracje otwierają się około godziny dziesiątej lub dwunastej, więc dla człowieka, który prowadzi samochód o pustym żołądku od świtu – to już późno. Tym bardziej, że otwarcie restauracji często nie oznacza gotowości kuchni do pracy: „Kucharka przychodzi na dziesiątą. Ona teraz towar przyjmuje. Jajecznicę? No, gdzieś za pół godziny może zrobić, wie pan”.
Są też restauracje McDonald’s. Czasami przy stacjach paliw, czasami po prostu przy drodze w mieście, przez które się przejeżdża. McDonald’s zaczął podawać w swoich restauracjach „śniadania”. Oznacza to co prawda hamburgera czy tortillę z dołożoną do środka jajecznicą (obok mięsa, sera, pomidora, sałaty i co tam jeszcze jest w standardowym burgerze) – ale nazywa się to „śniadaniem”. I jest serwowane od 10.30! Nawet w McDonald’sach działających całą dobę. Rankiem pozostaje więc możliwość zjedzenia w nielicznych całodobowych restauracjach tej sieci zwykłego zestawu hamburgera z frytkami i kawą. Koszt zestawu – około 20 złotych. Można oczywiście zjeść dwa najtańsze hamburgery i wypić kawę, wydawszy 12-13 złotych.
Gdzie jeszcze można by zjeść śniadanie? Są jeszcze hotele. W każdym od 6.00 – 6.30 rano podaje się śniadania. Część hoteli stoi przy trasach, drogach i ulicach tranzytowych. Jest tylko jedno ale. Ile kosztuje śniadanie w hotelu? Kogokolwiek bym spytał, odpowiedzią są zdziwione oczy: „Śniadanie w hotelu? To można wejść na śniadanie z ulicy? Ale to musi kosztować! Śniadania w hotelach są drogie!” I tak oto hotele w Polsce tracą część rosnącej grupy klientów, jakimi mogliby być „goście śniadaniowi”.
Jajecznica w Sokolnikach
Gdy w czasie wakacji zatrzymałem się w trzygwiazdkowym hotelu w Wiedniu, w dzielnicy poza ścisłym centrum, to przez kilka dni co rano obserwowałem ten sam widok: do hotelu na śniadanie przychodzili mieszkańcy. Nie korzystali z bufetu śniadaniowego, ten kosztował 25 euro. Wybierali gotowy zestaw śniadaniowy z kawą lub herbatą. Za 13 euro. W zamian otrzymywali sute i smaczne śniadanie. I oto, podróżując do Poznania (przez Wrocław) w miejscowości Sokolniki, dzięki starszej kobiecie, która wtargnęła z rowerem przed samochód, przez co musiałem gwałtownie hamować i wyhamowałem obok idiotycznie, bo niewidocznie dla kierowców umieszczonego banera, poznałem ofertę „Śniadanie w podróży”.
Standardowe śniadanie kosztuje w hotelu Pałac Sokolniki 32 zł (wg oświadczenia recepcjonistki). Drogo. I to bez napojów. Ale „śniadanie w podróży” to wydatek 20 złotych. W tej cenie otrzymujemy śniadaniowe danie gorące, wybór pieczywa, masło i kawę. Wyboru możemy dokonać spośród kilku zestawów, w ramach specjalnej karty menu. Jajecznica, którą wybrałem, okazała się rzetelną porcją usmażoną na szynce. Pieczywo świeżutkie i tylko kawa mogłaby być zgrzytem, bo w zestawach oferowana jest kawa rozpuszczalna. Uprzejma kelnerka przygotowała kawę taką, jak należy – z ekspresu. Do pełnej satysfakcji zabrakło jedynie kilku plasterków pomidora na talerzyku – dla dopełnienia śniadaniowego zestawu.
W eleganckich wnętrzach, mając do dyspozycji bezpieczny parking, komfortową toaletę z pachnącym mydłem, a przede wszystkim elegancką restaurację – zjadłem satysfakcjonujące śniadanie za cenę niewiele wyższą niż „zestaw śniadaniowy” (2 hot dogi i kawa) na stacji benzynowej. O miłej kelnerce, która sprawnie mnie obsłużyła, już nie wspominam. Świetny pomysł.
Hotelowe śniadania należą do nieprzyzwoicie drogich. 30-40 i więcej złotych – to ceny, za jakie hotele oferują śniadanie. Gdy jest ono wliczone w cenę noclegu – klientowi nie robi to różnicy. Wystarczy jednak zapytać personel w hotelach, w których śniadanie należy dodatkowo dokupić – o ile spadła tam ilość wydawanych śniadań. Od 30 do 70 proc., w zależności od położenia i klasy hotelu.
Cena gotowości
Czemu goście hurtowo rezygnują ze śniadań? Bo są one najnormalniej nazbyt drogie. Czasami nawet w przypadku delegacji i firmy – pracodawcy, który de facto za zakwaterowanie płaci. Po co więc zadawać sobie trud i szukać nowych klientów na śniadania? Bo to klienci, którzy codziennie rano przemierzają Polskę samochodami. A to klienci mało czuli na sezonowość. Jeżdżą bez względu na porę roku, bo tego wymaga interes ich firmy. Bo jest ich coraz więcej. Czy kupią hotelowe śniadanie za 30 złotych i więcej? Nie. Więc za ile kupią śniadanie? Za 19-20 złotych. Po co komu taki klient?
W hotelu w Wiedniu lokalni klienci śniadaniowi stanowili połowę uczestników śniadania. Że w hotelu przy drodze tak nie będzie? Być może. Ale każdy klient na śniadanie „z drogi” nic hotelu nie kosztuje. Kucharze i tak są w pracy. Kelnerka także. Światło się świeci, ogrzewanie grzeje lub klimatyzacja chłodzi. Koszty i tak są, bo są związane z wydawaniem śniadań gościom nocującym w hotelu. Więc każdy klient na śniadanie „z ulicy” jest ekstra. Przynosi ekstra pieniądze. A nie wymaga dużych nakładów: wydrukowania kilku sztuk menu śniadaniowego, przeznaczenie dla nich stolika, dwóch w restauracji – jak najdalej od bufetu śniadaniowego. Konieczna jest reklama. I wyjątkowo nie internetowa, a klasyczne banery. Banery wiszące tak, by widzieli je kierowcy przejeżdżający obok hotelu. Być może plansza, tablice. Kierowca musi zobaczyć „ofertę śniadaniową” mając na to kilka – kilkanaście sekund i czasami niemały ruch na drodze. Jeżeli hotel konsekwentnie będzie promował swoją ofertę „śniadań w podróży”, jeżeli cena nie przekroczy magicznych 20 zł, jeżeli za tę kwotę będzie można zjeść ciepłe danie do syta – to z czasem może okazać się, że 50 proc. klientów na śniadanie – to klienci nienocujący w hotelu. Warto? Warto.
Jacek Piasta

Zestaw z ciepłym daniem:
jajecznica z 3 jaj na szynce, masło, koszyczek pieczywa (dwie bułki, kilka kromek chleba), 4 plasterki pomidora. Do picia – dobra kawa lub herbata. Do tego – szklaneczka soku owocowego. A jeśli nie jajecznica, to co? Kanony polskich śniadań: dwie, trzy kiełbaski frankfurterki (nie parówki!), omlet, jajka sadzone na boczku. Takie 4 zestawy w zupełności wystarczą. Rotuje danie ciepłe – wszystkie pozostałe składniki zestawu śniadaniowego pozostają bez zmian. Warunkiem jest, że śniadaniem nasyci się głód, by nie pisać, że się człowiek naje. Wielkość zestawu ma być taka, by zjadłszy ostatnią kromkę chleba z masłem i wypiwszy sok – każdy poczuł błogą sytość.

© 2009-2017 Hotelarstwo. Istnieje od wieków.
Projekt & cms: www.zstudio.pl
Newsletter: