Hotelarstwo
Dzisiaj jest: Piątek, 13 Grudzień 2019, imieniny Łucji i Otylii
Szukaj w serwisie:    

Weekendowo o hotelarstwie. Jak to było w średniowieczu?  2019-05-18

Weekendowo o hotelarstwie. Jak to było w średniowieczu?
Źródło: https://medievalheritage.eu
Zastanawialiście się Państwo, jak wyglądało hotelarstwo 'kiedyś'? Na przykład w średniowieczu na ziemiach polskich? Średniowiecze to epoka w historii Europy trwająca od V wieku do XV wieku, która rozpoczęła się wraz z upadkiem Cesarstwa Zachodniorzymskiego i trwała do epoki Renesansu i Wielkich Odkryć Geograficznych. Generalnie? Dawno temu.
Jak wtedy wyglądało 'hotelarstwo'? W internetowych tekstach widać wpływy kina amerykańskiego na autorów, albo bez mała powieści Tolkiena. Rzeczywistość natomiast jak to zwykle bywa, była mniej barwna niż holiwoodzkie produkcje czy wciągające powieści. No i niektórzy autorzy mają metodologiczną łatwość nadawania przeszłości cech teraźniejszości.

Noclegi świadczone podróżnym związane są nierozerwalnie z ... podróżowaniem
Kto zatem podróżował po ziemiach polskich te osiemset lat temu?
Przecież nie kmieć (chłop) przywiązany do roli i ziemi, która z trudem żywiła ówczesną ludzkość? Więc może mieszczanie? Aha. Mieszczan wówczas nie było. To może kupcy? Tak, kupcy podróżowali, transportując towary. I kupców pracownicy. Kto jeszcze? Wojsko? Wojska wówczas nie było. Było rycerstwo. I niekiedy podróżowało. Lokalny możnowładca, jakiś książe? Zdarzało się i to. Robotnicy? Nie było ich. Inteligencja? Wtedy to kościół miał wyłączność na wiedzę. I rzeczywiście zakonnicy podróżowali. Ówczesna arystokracja i szlachta? Arystokracja niekiedy tak. Szlachty w średniowieczu ... nie było. Było rycerstwo.
I ówczesny przemysł rozrywki, a więc różnej maści trupy kuglarzy.
No i posłańcy, urzędnicy, poselstwa. Czyli: przedstawiciele ówczesnej administracji państwowej i zapewniający komunikację między dworami, władcami.

Ówczesny świat był mały
Po cóż było podróżować zwykłym śmiertelnikom? I kiedy? Średniowieczni ludzie w ponad 98% ówczesnej populacji ziem polskich nie mieli po co podróżować. I za co. Nie było mobilności. Podróżowanie jako pojęcie - nie istniało. Ludzie przez całe życie nie opuszczali miejsca w którym się urodzili, chyba że chłopów na wojnę zabrał przymusem lub zaciągiem lokalny władca, albo wieś napadli i do niewoli wzięli. No i diabły, biesy czekały na duszę człowieka zaraz za wsią.
A w czasach pokoju?
Ze wsi na targ do grodu lub na podgrodzie pobliskiego zamku raz, dwa razu do roku ruszała garstka najdzielniejszych. Albo i to nie, gdy wieś leżała niedaleko szlaku i docierali do niej niekiedy kupcy. Na odpust - raz na kilka lat. Nie było gdzie i po co podróżować będąc zwykłym człowiekiem. Najbliższy gród był albo warowny i miał cel militarny, albo miał charakter rolniczo-hodowlany albo administracyjny. A świat zamykał się w promieniu pieszej wędrówki przez pół dnia. Bo drugie pół dnia się wracało.

A pomyśleliście o klimacie?
Zimą: tęgie mrozy i opady śniegu uniemożliwiały podróżowanie drogami. Traktu nie widać, wykrotów i korzeni nie widać, tylko ścieżki zwierzyny. Wszystko pod śniegiem a i mrozy bywały wówczas siarczyste. Bałtyk zamarzał np. w 1323 roku i w 1408 i w 1548 roku też. To daty o których wiemy z kronik. A ilu lat nie miał kto odnotować? Gdzieniegdzie zimą podróżowało się za to zamarzniętymi rzekami. Wystarczyły sanie i koń. To w niektórych miejscach ziem polskich ożywiało transport.
Wiosną roztopy i deszcze, a jesienią deszcze sprawiały, że ówczesne szlaki komunikacyjne: ścieżki i dukty - zmieniały się w nieprzebyte kilometry rozmokłego błota. W pułapki wciągające i unieruchamiające wozy, konie, ludzi. A wysoki stan rzek likwidował brody, utrudniając lub uniemożliwiając ich przekraczanie. Do tego krótkie dni i długie godziny ciemności. Wszystko to sprawiało, że od jesieni przez zimę do późnej wiosny nie było warunków do transportu i podróżowania.

A jakość ówczesnych dróg?
Ścieżki, trakty, szlaki, dukty

Jeśli kraina była bezleśna - podróżowało się łatwo. Stepem, łąkami. Ale ziemie polskie były na dużym obszarze knieją, borem, lasem, puszczą. Były też bagna i mokradła. Oraz rzeki i rozlewiska. Jak wyglądał trakt? To zależało od łaskawości przyrody, bo 'o drogi' nikt wtedy nie dbał, za wyjątkiem krótkich odcinków przed grodami i przy nielicznych przeprawach mostowych. A tak to była wąska ścieżyna. Jeśli przyroda była łaskawa, to gdzieniegdzie mająca i 2-3 metry szerokości, w innych miejscach niknąca całkowicie w zaroślach. Bywało że i na dłuższych odcinkach. A czy to ścieżka, czy 3 metrowej szerokości trakt, to wystające z ziemi korzenie, zwalone drzewa i konary, wertepy, koleiny, strugi - były wtedy drogowym standardem.
A gąszcz poza traktem, gęstwina po zejściu ze ścieżki nie była bezpieczna dla nikogo. Pamiętajmy, że ziemią władała wówczas pierwotna przyroda, a człowiek był słabym intruzem.
Historycy odnotowują, że na dobrze utrzymanych, głównych traktach XI wieku np. z Pragi do Kijowa - prędkość podróży wozów kupieckich wynosiła około 20 kilometrów dziennie. 20 kilometrów! A i tak było to szybko, bo na innych szlakach 8-10 km dziennie było szczęściem i sukcesem. A nierzadko wartość średnia spadała do 3-4 km przez cały Boży dzień.

Przewodnicy
Map nie było. Dróg nie było, trakt to pojawiał się to znikał. Ścieżki się krzyżowały, 'wyjęci spod prawa' drogi potrafili mylić, by wciągnąć wóz z towarami w zasadzkę, towar złupić a załogę wybić lub wziąć w niewolę by sprzedać.
Wielką wartość mieli wówczas przewodnicy. Tropiciele, myśliwi, lokalesi bywający regularnie w lesie, znający ścieżki i las. To właśnie oni prowadzili poselstwa, 'wojska', karawany kupieckie, czy dworskie orszaki 'w podróży'.
Czasu podróży to nie skracało, za to podnosiło szanse na przeżycie tejże.

Czym się podróżowało?
Pieszą, łodzią, konno wierzchem lub wozem
Jasio Wędrowniczek
Podstawowym środkiem transportu była ... wędrówka na własnych nogach. Przysłowiowy Jasio Wędrowniczek z tobołkiem na żerdzi na ramieniu - to archetyp ówczesnego wędrowca. Z tym że bajkowy, bo wędrujący w pojedynkę człowiek miał duże szanse skończyć jako posiłek dzikiej zwierzyny, tudzież ofiara grupy zbójców. Polska była knieją, borem, puszczą. Taki stan przyrody dominował poza grodami czy wisami, osadami i okolicznymi poletkami. Więc i zwierzyny było w bród, w tym drapieżników.
Wędrowali na własnych nogach również zakonnicy, pielgrzymi, czy wracający do domu po wojennej poniewierce.
Kupcy
Wędrujący zawodowo, a więc handlarze - podróżowali wozami, którymi transportowali towary. Jeśli było im po drodze - to w kilka wozów, w karawanie. Każdy pojedynczy wóz kupca miał ochronę. Najmarniej: synów i pachołków pracujących dla kupca, a jeśli ziemie były niebezpieczne albo transportowany towar cenny - to wynajętych 'zbrojnych', których zadaniem była ochrona majątku i życia podczas drogi z grodu do grodu. Wóz był i środkiem transportu i miejscem życia. A między zamkami, grodami czy osadami rozbijało się obozowiska. Co wieczór ten sam rytuał: ognisko, gotowanie strawy, oporządzenie zwierząt pociągowych, warty na zmianę.
Inni wędrujący zawodowo, czyli wędrowne grupy rozrywki - wędrowały przede wszystkim między większymi skupiskami ludzkimi: od grodu do grodu czy osad na skrzyżowaniu szlaków, tam gdzie była szansa na zarobek a przynajmniej wikt do syta. Do wsi nie zaglądali, bo nie było po co.
Posłańcy, urzędnicy lokalnego możnowładcy, księcia, królewscy
Przewóz, powóz i podwoda - to średniowieczne posługi komunikacyjne.
Różnie je definiują badacze. Generalnie chodziło o to, by zapewnić 'ludziom władcy' środek transportu. I był to prawny obowiązek poddanych. A to konia wierzchowego do wymiany między stajaniami, po którego trzeba było później kilka dni iść żeby go odebrać, a to wóz z woźnicą - jeśli trakt pozwalał. Podróż odbywała się etapami: od podwody do podwody.
A podwoda to był najczęściej dom lokalnego 'samorządowca': na początku po prostu 'starszego' wsi a w późniejszych czasach: wójta, sołtysa, burmistrza, niekiedy ławnika.
I to ich domostwa były miejscem noclegów podróżujących wówczas ludzi władcy.
A w grodzie 'stawało się' w domostwie namiestnika - czyli naczelnego administratora takiego grodu.

Wozy, obozowiska, prywatne domostwa
By utrzymać się z wynajmu izb, czy choćby miejsc do spania pod dachem a choćby w stajni - musi być popyt. A popytu na 'izby noclegowe do wynajęcia' w średniowieczu nie było. Nikt nie podróżował dla przyjemności podróżowania. Podróżował ten, kto musiał. A mało kto musiał. A skoro nie było popytu to nie pojawiła się podaż, czyli pierwsze komercyjne obiekty, żyjące z wynajmu izb czy miejsc noclegowych. Nie było hotelarstwa na ziemiach polskich w średniowieczu.
Ówcześnie podróżujący nocowali albo obozując po drodze pod gołym niebem, albo korzystając z gościny w prywatnych domostwach i obejściach.
A i tak prawie każdy nieznajomego pod swój dach wpuścić nie chciał, bojąc się podstępu, zdrady i nocnej napaści.
Więc tylko dający podwodę dawali nocleg przybyszom, jeśli ci mieli prawo ku temu.

Pierwsze jaskółki hotelarstwa
- o pierwszych, średniowiecznych jaskółkach hotelarstwa, daaalekich protoplastach hoteli - w następnej części za tydzień ...

Autor: Jacek Piasta

© 2009-2019 Hotelarstwo. Istnieje od wieków.
Projekt & cms: www.zstudio.pl